Cykl “Pola napośród miast” z lat 2010 i 2011.
| Pola napośród miast (2011) |
|
|
|
leży się tak nic nie rusza nic choćby nie wiesz jelita wyciskane przecieka myśl ale tu pod butami struktura krystaliczna zawiasy nienaoliwione złuszcza rdza można się już wymknąć miedzą skrzypami podtruty spokojnie cichaczem dokądkolwiek można nawet tam * nad pachołkami wzgórz tu nad siedzi wyzadumie napłakusiana roztyka napromiennym naplotem sam w raz i kolekcja się pęczniejesz złote na przekór chwytliwe na samopas wyszły za tu za winkiel raz po raz na raz na raz najsampierw wyszły w samopas spłoszone rozdzielnie w samopas na złote tarasy wydziergane a tam wyhaftowały rozpadły się tam gdzieś tam w sam raz powietrza na trąbach becyklonach na zawieruchach na grzbietach wietrznie puchną dmą i wydymają ruchają startoerosferycznie bzyczą łkają potem połykają się naciszę nacieszę niemyślenie wiedząc zsuwasz się nie myślę nie wiedz ąc się zs ówasz się wot w ot chłoń proszę osłoń mnie szę * Niedokończone sprawunki ścielą się zagłębiami ulic, płaszczami kamienic, spływają płyciznami rynsztoków i kumulują w prześwitach kratek ściekowych. Otulina ze skrawków reklamówek miejskich prostytutek przypomina, że są na świecie rzeczy istotne i takie sobie. Cieply deszcz, mieniący się złotem, rozbryzguje na nogawce szczającego menela. Ten nuci coś niezrozumiałym dialektem, zraszając kołnierz płaszcza wczorajszą śliną.
*
non-stop-talgia już więdnie powszechnieje a je dnak to wszystko co poza pozo staje w szwajcarskich bankach pamięci złoto zwyżkuje w adresach zmiennych referencjach odwołaniach odwołaniach tożsamieje w słojach cedrzewnych
*
naaa...musisz coś czuć chruposzcze kręgosłup też coś a może nie może głuchawo nic nie rozumiesz tak bywa to i tamto w równych odstępach czasu równych najrówniejszych
|

